Salon samochodowy w Genewie zacznie się – według wszelakich znaków na niebie i ziemi – 8 marca, więc szykuje się nam całkiem gorący okres w światku motoryzacji, który będzie obfitował w niespodzianki – miejmy nadzieję, że będzie więcej niespodzianek fajnych (pokroju nowych, absurdalnych hipersamochodów), aniżeli niefajnych (kolejne auta dla ludzi noszących koszule z liści), chociaż już w tej chwili można wykreślić z listy rzeczy “Fajnych” konkurs COTY, bo tam co roku wybierają coś nudnego. Ale darujmy sobie rzeczy nudne, ważne jest to, że przedwczoraj, we wczesnych godzinach porannych, Lamborghini wyskoczyło z nikąd z nowym filmem (do popaczenia pod tymi podkreślonymi literami), stanowiącym zapowiedź ich nowego modelu, który pierwszy raz zobaczymy jeszcze przed salonem w Genewie, bowiem “nowy model” ma być ujawniony już 6 marca. Problem polega na tym, że nie jest to nowy model, a Lambo po raz kolejny lekko leci sobie w kulki.
Archiwum autora:
Jest jeden powód, dla którego wiecznie spóźniam się na zajęcia o ósmej rano.
Sytuacja jest prosta – jeżeli wyjdę z domu około 7:40, mogę złapać autobus, który jest jakoś w okolicach za piętnaście ósma, albo iść na piechotę – spokojnie da się dojść z domu na uczelnię w ciągu 15 minut. Jeżeli wyjdę z domu później, nadal mogę dotrzeć na czas, wystarczy, że wskoczę do autobusu, który odjeżdża za pięć ósma. Mieszkam stosunkowo blisko i mam na dodatek dwa autobusy w okolicach 8 rano, teoretycznie więc, nie ma szansy, żeby nie dotrzeć na czas. Jak więc, do cholery, dzieje się tak, że na pierwszych zajęciach ląduje zwykle 5 – 10 minut po ich rozpoczęciu? Cóż, to proste.
Chodzi o samochód.
Muzycznie: Kasabian Velociraptor! Limited Edition
Kasabian jest zespołem, z którym zawsze mam problem – ilekroć wydadzą nową płytę, muszę poświęcić jej sporo czasu, przesłuchać kilka razy, koncentrując się tylko i wyłącznie na tym. Po takiej rundzie “sam na sam” zwykle zdejmuję słuchawki, gapię się tępo w przestrzeń przed sobą i uświadamiam sobie, że inaugurację mam za sobą, mogę wrzucić płytę na Androida, a sam krążek (fizycznie) do samochodu i słuchać go cały czas. Velociraptor! musiał zostać przetrawiony przeze mnie w dokładnie ten sam sposób, ale mogę wreszcie powiedzieć, że ostatnia płyta Kasabiana jest absolutnie fantastyczna. Na tyle fantastyczna, że kiedy rodzicielka ukradła mój egzemplarz Velociraptor! podczas świątecznego pobytu w domu rodzinnym, bez cienia żalu pobiegłem do sklepu i kupiłem drugą, tym razem w wersji limitowanej, której (z dziwnych względów) nie widziałem w czasie premiery.
2012.
Nie będę się jakoś zbytnio rozpisywał, bo chyba nie ma większego sensu, zagląda tutaj jakaś garstka osób, ale dla tych z was:
Szczęśliwego nowego roku, żeby był lepszy od poprzedniego pod każdym względem, ekodebile powiesili się na drzewach i przestali zawracać głowę jakimiś emisjami spalin, paliwo potaniało do poziomu 3zł za litr, śnieg jeszcze popadał i umożliwił ślizganie się po parkingach, fotoradary spontanicznie ulegały samozapłonowi, Niemcy nie likwidowali autostrad bez ograniczeń prędkości, a nasze drogi zostały wyremontowane. Wiem, abstrakcja, ale nadzieję mieć można.
Jako bonus zdjęcie pięknego Jaguara E-Type.
Take care!
Short Rant #1 – w odpowiedzi na komentarz.
Hello and welcome!
Powyżej macie piąty odcinek wideocastu, programu, który wspólnie z ekipą konsolowca montujemy co jakiś czas. Ten odcinek pojawił się dzisiaj (wczoraj w zasadzie, jest po północy) na youtube i wygenerował całkiem spory odzew, za co jestem wdzięczny, nie tylko dlatego, że więcej komciów = więcej mocy. Dzięki za wszelki support, ale, tak w zasadzie, nie o tym chciałem pisać. Chciałem napisać odpowiedź na komentarz naszego redakcyjnego kolegi, Konrada, podpisującego się w sieci TheAbsurd czy też JediAbsurd. Komentarz brzmi następująco:
Znam tylko dwie osoby, które marudzą na model jazdy w FM3 – Robert i Piotr. Zdecydowana większość posiadaczy i branży dziennikarskiej była grą absolutnie zachwycona. A stwierdzenie, że lądowała szybko na półce jest bzdurny a wręcz przeczący faktom, nadal masa ludzi w nią gra.
I ośmielę się powiedzieć wprost - jest to chyba jedna z większych bzdur, jakie przeczytałem w internecie na przestrzeni ostatnich paru tygodni. Odpowiedzi na komentarze na YT mogą mieć jedynie 500 znaków, co jest ilością o wiele za małą na jakieś sensowne przedstawienie sprawy, więc przenoszę całość tutaj, zostawiając pod wideocastem jedynie linka; i spokojnie, nie będzie długo.
No, to do dzieła.
Przepraszam, co jeśli nie mam ochoty na branie udziału w organicznej ekoparanoii?
Miałem dać temu cholerstwu spokój, pozwolić ludziom przykuwać się do drzew i mieć to – najzwyczajniej w świecie – gdzieś, bo marnują własny czas, ale, na miłość boską, nie mogę. W obliczu tego wszystkiego, co się ostatnio dzieje, muszę powrócić do tematu ekodebilizmu, związanych z nim kroków wstecz i całej reszty ograniczeń, które zostaną na nas zaraz nałożone przez Bóg wie jakie organy, albowiem po prostu mnie to drażni.
A myślałem, że z francuskich rzeczy lubię tylko miłość
Kojarzycie Renault 4? Taki mały samochodzik, przodek Twingo, którego pełno we wszelakich śródziemnomorskich mieścinach. Zwykle w kolorze oliwkowej zieleni albo bladego niebieskiego, stoi gdzieś z boku i rdzewieje. Nie był nigdy jakimś wielkim fenomenem, w sportach radził sobie raczej kiepsko, jeżeli nie liczyć 5 i 3 lokaty w dwóch edycjach rajdu Dakar. Wyobraźcie sobie więc moje zdziwienie, kiedy dowiedziałem się, że w tegorocznej edycji Gumball 3000 wystartuje Renault 4 z 1978 roku. Po paru minutach dłubania w sieci stało się jednak jasne, że w przeciwieństwie do ekipy startującej kilka lat temu w Citroenie 2CV, kierowca i pilot Renault 4 nie jadą na Gumball tylko po to, żeby zobaczyć czy ukończą rajd. A wszystko to – jakże by inaczej – za sprawą pewnych modyfikacji.






