Sytuacja jest prosta – jeżeli wyjdę z domu około 7:40, mogę złapać autobus, który jest jakoś w okolicach za piętnaście ósma, albo iść na piechotę – spokojnie da się dojść z domu na uczelnię w ciągu 15 minut. Jeżeli wyjdę z domu później, nadal mogę dotrzeć na czas, wystarczy, że wskoczę do autobusu, który odjeżdża za pięć ósma. Mieszkam stosunkowo blisko i mam na dodatek dwa autobusy w okolicach 8 rano, teoretycznie więc, nie ma szansy, żeby nie dotrzeć na czas. Jak więc, do cholery, dzieje się tak, że na pierwszych zajęciach ląduje zwykle 5 – 10 minut po ich rozpoczęciu? Cóż, to proste.
Kasabian jest zespołem, z którym zawsze mam problem – ilekroć wydadzą nową płytę, muszę poświęcić jej sporo czasu, przesłuchać kilka razy, koncentrując się tylko i wyłącznie na tym. Po takiej rundzie “sam na sam” zwykle zdejmuję słuchawki, gapię się tępo w przestrzeń przed sobą i uświadamiam sobie, że inaugurację mam za sobą, mogę wrzucić płytę na Androida, a sam krążek (fizycznie) do samochodu i słuchać go cały czas. Velociraptor! musiał zostać przetrawiony przeze mnie w dokładnie ten sam sposób, ale mogę wreszcie powiedzieć, że ostatnia płyta Kasabiana jest absolutnie fantastyczna. Na tyle fantastyczna, że kiedy rodzicielka ukradła mój egzemplarz Velociraptor! podczas świątecznego pobytu w domu rodzinnym, bez cienia żalu pobiegłem do sklepu i kupiłem drugą, tym razem w wersji limitowanej, której (z dziwnych względów) nie widziałem w czasie premiery.
Nie będę się jakoś zbytnio rozpisywał, bo chyba nie ma większego sensu, zagląda tutaj jakaś garstka osób, ale dla tych z was:
Szczęśliwego nowego roku, żeby był lepszy od poprzedniego pod każdym względem, ekodebile powiesili się na drzewach i przestali zawracać głowę jakimiś emisjami spalin, paliwo potaniało do poziomu 3zł za litr, śnieg jeszcze popadał i umożliwił ślizganie się po parkingach, fotoradary spontanicznie ulegały samozapłonowi, Niemcy nie likwidowali autostrad bez ograniczeń prędkości, a nasze drogi zostały wyremontowane. Wiem, abstrakcja, ale nadzieję mieć można.
Powyżej macie piąty odcinek wideocastu, programu, który wspólnie z ekipą konsolowca montujemy co jakiś czas. Ten odcinek pojawił się dzisiaj (wczoraj w zasadzie, jest po północy) na youtube i wygenerował całkiem spory odzew, za co jestem wdzięczny, nie tylko dlatego, że więcej komciów = więcej mocy. Dzięki za wszelki support, ale, tak w zasadzie, nie o tym chciałem pisać. Chciałem napisać odpowiedź na komentarz naszego redakcyjnego kolegi, Konrada, podpisującego się w sieci TheAbsurd czy też JediAbsurd. Komentarz brzmi następująco:
Znam tylko dwie osoby, które marudzą na model jazdy w FM3 – Robert i Piotr. Zdecydowana większość posiadaczy i branży dziennikarskiej była grą absolutnie zachwycona. A stwierdzenie, że lądowała szybko na półce jest bzdurny a wręcz przeczący faktom, nadal masa ludzi w nią gra.
I ośmielę się powiedzieć wprost - jest to chyba jedna z większych bzdur, jakie przeczytałem w internecie na przestrzeni ostatnich paru tygodni. Odpowiedzi na komentarze na YT mogą mieć jedynie 500 znaków, co jest ilością o wiele za małą na jakieś sensowne przedstawienie sprawy, więc przenoszę całość tutaj, zostawiając pod wideocastem jedynie linka; i spokojnie, nie będzie długo.
Miałem dać temu cholerstwu spokój, pozwolić ludziom przykuwać się do drzew i mieć to – najzwyczajniej w świecie – gdzieś, bo marnują własny czas, ale, na miłość boską, nie mogę. W obliczu tego wszystkiego, co się ostatnio dzieje, muszę powrócić do tematu ekodebilizmu, związanych z nim kroków wstecz i całej reszty ograniczeń, które zostaną na nas zaraz nałożone przez Bóg wie jakie organy, albowiem po prostu mnie to drażni.
Kojarzycie Renault 4? Taki mały samochodzik, przodek Twingo, którego pełno we wszelakich śródziemnomorskich mieścinach. Zwykle w kolorze oliwkowej zieleni albo bladego niebieskiego, stoi gdzieś z boku i rdzewieje. Nie był nigdy jakimś wielkim fenomenem, w sportach radził sobie raczej kiepsko, jeżeli nie liczyć 5 i 3 lokaty w dwóch edycjach rajdu Dakar. Wyobraźcie sobie więc moje zdziwienie, kiedy dowiedziałem się, że w tegorocznej edycji Gumball 3000 wystartuje Renault 4 z 1978 roku. Po paru minutach dłubania w sieci stało się jednak jasne, że w przeciwieństwie do ekipy startującej kilka lat temu w Citroenie 2CV, kierowca i pilot Renault 4 nie jadą na Gumball tylko po to, żeby zobaczyć czy ukończą rajd. A wszystko to – jakże by inaczej – za sprawą pewnych modyfikacji.
Stary blog, ten który być może odwiedzaliście, stał się na przestrzeni ostatnich dwóch lat takim małym śmietnikiem. Było skakanie z kwiatka na kwiatek, dziwne obrazki będące świadectwem chwilowych fascynacji, obiecanki pisania itd, itp. Patrząc z perspektywy czasu, wydaje mi się, że jest tam od groma mojej własnej historii, może momentami zbyt osobistej i dlatego postanowiłem przenieść się tutaj, jednocześnie “chowając” niektóre wpisy tam. Większość z nich, można by rzecz, bo zostawiam tylko garstkę znośnych tekstów, o czym możecie się sami przekonać. Co będzie tutaj? Cóż, mam nadzieję, że to samo, plus nieco więcej materiałów, ale minus śmietnik i za dużo osobistych spraw. Przyszła wiosna i jako że wszyscy wokół robią jakieś tam porządki, a ja jestem zbyt leniwy na babranie się w ciuchach w szafie czy zabawę ze szkieletami dinozaurów w piwnicy, postanowiłem zrobić lekki porządek w moich sieciowych wypocinach, z resztą, nie tylko. Niemniej - kilka kont na różnych portalach zrobiło “Puff!” i wyparowało z takich czy innych względów, więc nie zdziwcie się, jeśli przypadkiem gdzieś mnie nie znajdziecie, a byłem tam do tej pory. Zauważyliście też pewnie brak “Kącika Próżności” (jeśli jeszcze nie, to teraz już tak) i linkowni, oraz strony o autorze. To wszystko uzupełnię jakoś na przestrzeni następnych dni, chociaż, prawdę mówiąc, “Kącik” może nie powrócić, bo po prostu jakoś go nie czuję.
Czemu nowa strona (nowy blog, w/e), a nie reboot starej, gdzie jest nabity licznik odwiedzin, ludzie mają adres i tak dalej? Cóż, przyjrzyjcie się, robiłem tam już reboot i gówno z tego wyszło, więc lepiej było przeskoczyć na coś nowego. Taki “nowy początek”.